Ks. Adam Boniecki: Kiedy? ksi??y si? nie krytykowa?o

23 червня 2010, 13:59 | Релігія і мас-медіа | 0 |   | Код для блогу |  | 

B?a?ej STRZELCZY. — "gazeta.pl", 19 червня 2010 року (роl.)

z8032036N,Ks--Adam-Boniecki.jpgChc? funkcjonowa? wed?ug norm etyki dziennikarskiej i zasad sztuki, a nie wed?ug ró?nych kodeksów towarzyskich ksi??y - mówi ksi?dz Adam Boniecki, redaktor naczelny Tygodnika Powszechnego. W tym tygodniu obchodzi? pi??dziesi?ciolecie kap?a?stwa.

B?a?ej Strzelczyk: Ma Ksi?dz sutann??

Ks. Adam Boniecki: Oczywi?cie. Zawsze wk?adam sutann?, id?c do ko?cio?a. Na co dzie? jednak chodz? w koloratce. Dla wygody. Ale by? taki czas w m?odo?ci, ?e chodzi?em te? bez koloratki. Dzi? jest inaczej, zacz??em j? zak?ada?. S?dz?, ?e ksi?dz musi by? znakiem. Zewn?trzny znak, ?e si? jest ksi?dzem bywa po?yteczny, ludzie wiedz? natychmiast, z kim maj? do czynienia.

?wi?cenia przyj?? Ksi?dz w 1960 roku. Jak Ksi?dz wspomina tamte czasy? - Moje seminarium to jedna wielka anegdota. Najpierw Warszawa - Bielany. Po pierwszym roku partia z pomoc? "ksi??y patriotów" postanowi?a zamkn?? Wydzia? Teologii na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie studiowa?em, i stworzy? Akademi? Teologii Katolickiej. Gdzie? W?a?nie w naszym domu zakonnym na Bielanach. Prymas by? uwi?ziony, trzeba by?o samemu dzia?a? i prze?o?eni postanowili, ?e dobrowolnie nie opu?cimy klasztoru. Wtedy UB wsadzi?o nas do autobusów z napisem "Wycieczka" i noc? wywioz?o w nieznanym kierunku, jak si? okaza?o - do Gietrzwa?du na Warmii. W tym Gietrzwa?dzie organizowano jako? studia, ale ostatecznie przyj?? nas biskup Antoni Paw?owski do swojego seminarium we W?oc?awku. No i tam zosta?em wy?wi?cony na ksi?dza. Czas naszej formacji by? czasem trudnym, swego rodzaju czasem wygnania.

 

Potem studia, dziennikarstwo, praca duszpasterska...

- Prze?o?eni wys?ali mnie na KUL. Kiedy? w Lublinie go?cili?my Tadeusza ?ychiewicza z "Tygodnika Powszechnego". Tadeusz prowadzi? rubryk? "Poczta Ojca Malachiasza". Odpowiada? na pytania czytelników dotycz?ce wiary, Ko?cio?a, obyczajów. Po?ali? si? wtedy, ?e nie mo?e sobie poradzi? z setkami listów od czytelników, na które usi?owa? indywidualnie odpowiada?. Zdeklarowa?em gotowo?? pomocy w czasie wakacji. ?ychiewicz ka?dy mój list omawia? ze mn? tak, jakby to by? tekst dziennikarski. Na ko?cu tego sui generis sta?u, redakcja zaproponowa?a mi prac? w "TP" po zako?czeniu studiów. Biskup Wojty?a uda? si? do moich prze?o?onych z pro?b? o zgod?.

Po czterech latach bycia ksi?dzem, przyszed? czas na przyjazd do Krakowa. G??boka woda?

- "Tygodnik" by? wtedy najwy?sz? pó?k? w Ko?ciele, imponowa?o mi to i onie?miela?o. Prze?o?eni si? zgodzili na t? prac? poza wspólnot?. Biskup Wojty?a co roku je?dzi? do prowincja?a i prosi? o przed?u?enie pozwolenia. W efekcie w Krakowie prze?y?em ponad po?ow? lat mego kap?a?stwa.

W tamtym czasie by?y wyjazdy na Zachód - do Rzymu, do Francji; zosta? te? Ksi?dz wybrany na prze?o?onego generalnego zgromadzenia Marianów.

- To by?o dla mnie osobliwe wyzwanie. Przez sze?? lat stara?em si? by? wzorowym zakonnikiem, jak tego wymaga regu?a. Nie by?o oczywi?cie mowy o paleniu fajki... Jednak szczególnie wa?ny by? pierwszy etap pracy w Krakowie. Biskup powierzy? mi prac? w duszpasterstwie akademickim u ?w. Anny. Dzia?a?em tam w latach 1964-1972. Studenci wiele wymagali. To by? okres intensywnego uczenia si? komunikowania wiary. Ludzkim j?zykiem, blisk? obecno?ci?. Studenci jednak potrafili czasem doprowadzi? cz?owieka do rozpaczy.

Rozpaczy?

- Tak, na przyk?ad organizowa?em turystyczno-formacyjne obozy. Mia?em jednak poczucie, ?e nie potrafi? ich prowadzi? tak, ?eby by?y naprawd? owocne w sensie duchowym. To by?a momentami strata czasu. Ale Duszpasterstwo to te? dobre chwile i w zasadzie one przewa?a?y.

To by?y czasy inwigilacji przez SB.

- Uda?o mi si? dotrze? w IPN do materia?ów bezpieki o Duszpasterstwie. Ich informacje o nas by?y kiep?ciutkie. Raz si? zdarzy?o, ?e jeden z uczestników naszych spotka? opowiedzia? mi, ?e uleg? presji "smutnych panów" i zobowi?za? si? donosi?. Stara? si? ich unika?, ale nie dawa? rady. Esbecy jednak domagali si? raportu. Ch?opak kr?ci?, kombinowa?, by? na skraju wyko?czenia nerwowego. By?o mi go potwornie szkoda. Powiedzia?em mu: "Daj sobie spokój, jaki? czas nie przychod?, tak b?dzie lepiej".

Jak to si? sko?czy?o?

- Wiem, ?e ju? po wszystkim jaki? czas leczy? si? w Kobierzynie. Bolesna sprawa.

Ksi?dz w?ród inteligencji

W tamtych czasach u ?w. Anny spotykali si? najwi?ksi ludzie ko?cio?a krakowskiego. Mo?na by?o s?ucha? kaza? ks. Józefa Tischnera, ksi?dza Franciszka Macharskiego, ksi?dza Wac?awa ?wierzawskiego...

- Moim bezpo?rednim szefem by? wspania?y i do?wiadczony duszpasterz, ?wi?ty cz?owiek, biskup Jan Pietraszko. To by?o ciekawe miejsce. Rozmowy przy stole bywa?y czasem bardzo inspiruj?ce. To biskup Jan przyci?ga? takich ludzi.

Dzi? jest takie ?rodowisko w Krakowie, które spotka si? na rozmowy, istnieje krakowska inteligencja?

- Pewnie tak.

Ksi?dz w niej uczestniczy?

- Nie.

Dlaczego? "Tygodnik" nie jest takim miejscem?

- Czasy si? zmieniaj?. Kiedy? redakcja "TP" by?a jednocze?nie salonem, miejscem spotka?. Dzi? robienie pisma wymaga innego typu pracy. Nadal organizowane przez nas spotkania przyci?gaj? mnóstwo ludzi. Ale w redakcji przede wszystkim tworzy si? kolejne numery. Temu towarzyszy mnóstwo rozmów, sporów, kontaktów z lud?mi z zewn?trz. Ale tak si? nie da, by ca?a redakcja zasiad?a wokó? go?cia i gaw?dzi?a trzy godziny. To pismo robi naprawd? niewielka grupa osób. To ju? nie s? Turowicz, Stomma, Go?ubiew i Bartoszewski, to nie s? ju? dawni cz?onkowie przedwojennego "Odrodzenia", tomistyczna formacja. Ale s? to nadal ludzie z wielk? pasj?, wielk? wiedz?, niezwykle zdolni i pracowici. Owszem, nadal bardzo ciekawi ludzie odwiedzaj? redakcj?, ale od rozmów jestem ja i ewentualnie doproszony kolega. Inni po prostu nie maj? na to czasu.

Ksi?dz na barykadzie

Jest Ksi?dz duchownym, który mocno wykracza poza ustalony schemat postrzegania ksi??y. Wielu "kolegów po fachu" nie zgadza si? z Ksi?dza zdaniem w wielu sprawach i daje temu g?o?no wyraz. Sk?d si? to bierze? Niech?? do "Tygodnika" i po cz??ci do ksi?dza?

- Jest rzeczywi?cie du?a niech??, ale jest te? du?o wielkiej i wiernej przyja?ni. Wytworzy? si? - bardzo rzecz upraszczaj?c - podzia? na dwa bieguny. Katolicyzm Radia Maryja i katolicyzm "Tygodnika Powszechnego". Podejrzewam, ?e równie? na szczeblu Episkopatu, cho? nawet ci mniej ?yczliwi dla nas biskupi traktuj? "Tygodnik" powa?nie, powiedzia?bym nawet, ?e z szacunkiem. Co do cz??ci ksi??y, to ich rozumiem, bo "Tygodnik" czasem narusza pewne granice uznawane przez nich za nieprzekraczalne, czasem szokuje, czasem wr?cz ura?a, mo?e niepotrzebnie, pobo?n? wra?liwo?? wiernych i ksi??y. Mo?e najwi?kszym problemem jest to, ?e nie jeste?my pismem pobo?nym. Chcemy dzia?a? wed?ug norm etyki dziennikarskiej i zasad sztuki, a nie wed?ug ró?nych kodeksów towarzyskich ksi??y, nawet uznanych za ko?cielny savoir vivre. "Tygodnik" jest pismem katolickim, ale wydawanym na w?asn? odpowiedzialno??. Przyk?ad: kiedy? na zamkni?tej konferencji biskupów ordynariuszy kardyna? Stanis?aw Dziwisz przeprowadzi? bardzo rzeczow? krytyk? Radia Maryja. Ja dotar?em do tego tekstu i go wydrukowa?em. Zarzucono mi z wysokiego, ko?cielnego szczebla naruszenie etyki dziennikarskiej. Tymczasem w?a?nie ukrycie tego tekstu by?oby jej naruszeniem. Dzie? przed drukiem, jako cz?owiek dobrze wychowany, poinformowa?em Kardyna?a, ?e mamy tekst i go drukujemy. Okaza? wielk? klas? - ani nie docieka? sk?d go mamy, ani nie zareagowa? na fakt druku. Tylko na drugi dzie? po publikacji wyda? o?wiadczenie, ?e przeciw s?uchaczom Radia Maryja nic nie ma.

Jakie jeszcze mog? by? powody niech?ci do Ksi?dza ze strony cz??ci duchowie?stwa?

- Mo?e to, ?e naruszamy styl: "cicho sza, o tym nie piszcie, nie gorszcie ludzi, nie zra?ajcie do Ko?cio?a". To pozosta?o?? z czasów PRL-u. Ksi??y si? nie krytykowa?o. Kto krytykowa?, by? odbierany, jako ten z przeciwnej strony barykady. W czasach systemowego niszczenia Ko?cio?a by?o to nawet uzasadnione. Teraz jest inaczej. Wszyscy ksi??a zdaj? sobie spraw?, ?e tych smutnych, gorsz?cych spraw nie da si? ukry?. Lepiej wi?c w katolickim pi?mie spokojnie nimi si? zaj??, pomóc czytelnikom sobie z nimi poradzi? ni? czeka?, a? sprawa "si? rypnie" i niech?tne Ko?cio?owi media si? za ni? zabior?.

Ksi?dz z dylematem

Stoi zatem Ksi?dz przed dylematem: albo dora?ny interes ko?cio?a, albo rzetelne dziennikarstwo...

- Wiele razy dzia?a?em - przyznaj? - nieprofesjonalnie. Stara?em si? zaradzi? skandalowi "po linii ko?cielnej", czyli o nim nie pisa?. Tak by?o z naszymi publikacjami na temat skandalu w Tylawie [diecezja Przemyska, gdzie ordynariuszem jest bp. Józef Michalik - przyp. B.S]. Przeszed?em wszystkie szczeble, prosz?c o jak?? wyra?n? decyzj? wobec ksi?dza gorszyciela. Dopiero, kiedy niczego nie wskóra?em, wys?ali?my do Tylawy reportera. Zdaje si?, ?e z dobrym skutkiem.

B?d?c ksi?dzem i dziennikarzem, musz? jako? to godzi?. Czasem troska o dobro, ka?e dzia?a? nie ca?kiem lege artis. Bo dziennikarz jest po to, ?eby do prawdy dociera? i o niej pisa?, a nie po to, ?eby naprawia? rzeczywisto??. Ale ?ycie jest ?yciem i tak?e w tej sprawie nie nale?y by? doktrynerem.

G?ównym Ksi?dza zadaniem jest krytykowanie?

- Nie, bo krytyka, czasem s?usznie, a czasem nie, jest odbierana jako pycha. Pycha rani, nikogo nie poci?ga, tymczasem zadaniem mediów katolickich jest budowanie jedno?ci. Dialog z my?l?cymi tak jak ja, to ?aden dialog. ?eby zrozumie? tych, którzy my?l? inaczej, nie mog? zak?ada?, ?e jestem w posiadaniu ca?ej prawdy. Nie chodzi o to, ?eby przeciwnika poni?y? i w proch wdepta?, bo w ten sposób mo?na wygra? wojn?, ale nie kogokolwiek przekona?. Dialog wymaga ws?uchania si? w to, co mówi strona przeciwna, zrozumienia jej sposobu my?lenia, nawet w sprawach tak delikatnych, jak ustawa aborcyjna czy in vitro. Gwa?towna obrona, kontratak, obra?anie przeciwnika nigdy nie doprowadz? do porozumienia.

Ksi?dz na wyborach

Na kogo zag?osuje Ksi?dz w najbli?szych wyborach prezydenckich?

- Na tego, na kogo, wed?ug mnie, trzeba zag?osowa?.

Ksi?dz nie powinien ujawnia? swoich pogl?dów politycznych?

- Stan polskich umys?ów jest dzi? taki, ?e ksi?dz nie mo?e si? jawi? jako zwolennik jednej partii. Opowiadaj?cy si? za jednym kandydatem, staje - tak to jest odbierane - przeciwko innym. A Ko?ció? nie jest dla jednej partii. Jestem ksi?dzem dla PiS-owców, SLD-owców i s?uchaczy Radia Maryja. Ko?ció? nie jest parti? polityczn?.

Jednak wielu ksi??y wskazuje na jedynych w?a?ciwych dla katolików kandydatów. Czy gdyby Ksi?dz wskaza? odpowiedni? osob?, nie przyczyni?by si? - w swoim przekonaniu - do lepszego dla kraju wyboru?

- By? mo?e. Ale ja martwi? si? nie o to, co b?dzie przed drug? tur? wyborów, ale o to, co b?dzie po niej. Po?owa wyborców b?dzie prze?ywa?a rozczarowanie. W dodatku nas?uchali si?, ?e jak wygra ten a ten, to b?dzie dla Polski nieszcz??cie, ?e wybory prezydenckie to jest wojna. Jaki b?dzie stan ducha po przegranej bitwie? Co maj? zrobi? przegrani? Powstanie? To jest chore. Ksi?dz nie powinien dzieli?, ale jednoczy?.

Система Orphus
Рейтинг
0
0
0коментарів

Коментарі

додати коментар 

    Залишати коментарі можуть тільки зареєстровані відвідувачі Ввійти

    Проект "Релігія і ЗМІ"